Niepokojąca sprawa guru tantra jogi i jego wyznawców. Pod przykrywką duchowego przewodnictwa Gregorian Bivolaru miał wykorzystywać setki ludzi poprzez międzynarodową sieć obozów i warsztatów jogi. Obecnie oczekuje na proces, oskarżony o porwanie, handel ludźmi i gwałt. W tym artykule jedna z jego ofiar opowiada, jak udało jej się wyrwać.
Z zewnątrz Tara Yoga Centre wygląda jak zwykłe, przyjazne studio jogi. Przyjemny budynek w drogiej dzielnicy Londynu, a druga popularna filia znajduje się przy głównej ulicy Oksfordu. W Google można znaleźć pozytywne, wręcz entuzjastyczne recenzje. Strona internetowa jest profesjonalna – zdjęcia uśmiechniętych ludzi rozciągających się na fioletowych matach. Obiecuje „szybką i integralną transformację” oraz „zaproszenie do przebudzenia tu i teraz”.
Kiedy Miranda z Oksfordu (prosi, by używać tylko imienia) była pod koniec dwudziestki, wybrała się do Indii, by praktykować jogę. Był rok 2015, a joga była już w Wielkiej Brytanii wielkim przemysłem. Pracowała jako nauczycielka angielskiego w londyńskiej szkole i przyciągnęła ją joga – jak wielu innych – jako forma uzdrawiania, aktywności fizycznej i dbania o dobrostan psychiczny.
Codzienna praktyka dawała jej poczucie spokoju: „Pomagała przetrwać stresujący dzień i sprawiała, że życiowe trudności łatwiej było znieść, bo filozofia jogi dawała poczucie sensu”. Zapisała się więc na kolejny kurs, tym razem w Tajlandii – joga tantryczna, ucząca miłości do ciała i akceptacji kobiecości. Po powrocie do Wielkiej Brytanii wpisała w Google „tantryczna joga”. Wyszło Tara Yoga Centre.
Zajęcia w Tara reklamowano jako „ezoteryczna tantra” – bardziej o pracy wewnętrznej niż poprawie życia seksualnego, z naciskiem na rozwój osobisty. Miranda zaczęła chodzić na cotygodniowe spotkania. Ludzie byli mili, inteligentni, otwarci – tak jak sama Miranda, która podczas rozmowy telefonicznej jawi się jako ciekawa duchowości, ale stąpająca twardo po ziemi. Gdy usłyszała o trzydniowym wyjeździe Tara Yoga na wiosnę 2018 roku, od razu się zapisała. Pojechała do Somerset.
„To jak odlot po narkotyku, ale naturalny, więc kontrolowany”
Miranda wspomina ten wyjazd: wiele medytowała, wchodziła w „odmienny stan świadomości, coś jak euforia, ale bez chemii – więc bezpieczne”. Były wykłady. Widziała uczniów rozbierających się podczas występów i symulujących masaż tantryczny. „Szokowało mnie to – ta swoboda nagości, tańce, moi nauczyciele na scenie nago”. Sama nie brała udziału w tych rytuałach – czasem czuła się wręcz uprzedmiotowiona przez obecnych mężczyzn. Ale było też coś ekscytującego. „To intensywne, jak festiwal. Była nas garstka, ale z takim samym nastawieniem – to może uzależniać.”
Po powrocie Miranda zaczęła spotykać się z jednym z nauczycieli i zbliżyła się do „wewnętrznego kręgu” Tara Yoga. Nauczyciele mówili o swoim guru, Gregorianie Bivolaru, i jego organizacji MISA (Ruch Integracji Duchowej ku Absolutowi). Pojechała na kolejne wyjazdy – m.in. do Costinești w Rumunii – ogromne zloty z medytacją i tańcem. Czasem myślała: „To trochę dziwne” – np. projekcje miękkiej pornografii. Ale skoro było tam 6000 osób, trzymała się wiary. (W oświadczeniu MISA twierdzi, że „filmy erotyczne nie są pornografią, lecz wyrazem sztuki i czystości”.)
„Myślałam, że może oni wiedzą coś, czego ja jeszcze nie rozumiem”
To właśnie tęsknota za czymś większym, duchowym pociągnęła ją na początku. Więc dała się ponieść. Nie wiedziała, że Bivolaru był poszukiwany przez Interpol. W Tara Yoga radzono jej, by go nie googlować. Jego złą reputację tłumaczono jako prześladowania ze strony władz Rumunii. Później dowiedziała się, że po zarzutach o unikanie podatków, wykorzystywanie seksualne i handel ludźmi uciekł do Szwecji, potem ukrywał się we Francji. Po ekstradycji i odbyciu kary więzienia za stosunek seksualny z nieletnią, wrócił do Francji – wciąż poszukiwany przez fiński rząd jako przywódca międzynarodowej organizacji zajmującej się handlem ludźmi.
Bivolaru – nazywany przez wyznawców „Grieg” – nie jest jedynym guru oskarżonym o nadużycia. Sri K Pattabhi Jois (twórca Ashtanga jogi), zmarły w 2009, po śmierci został oskarżony o molestowanie przez dziesiątki uczniów. Bikram Choudhury, twórca hot jogi, po licznych oskarżeniach o gwałty stracił swoje imperium. W 2021 BBC ujawniło nadużycia w szkołach Sivananda Yogi prowadzonych przez Swamiego Vishnudevanandę. Często molestowanie ukrywano pod pretekstem „korekt manualnych” lub „pracy z czakrami”.
„Gdy jesteś guru, masz władzę. A joga nie jest regulowana prawnie”
Peter Tyldesley, szef British Wheel of Yoga, mówi: „Nauczyciel jogi ma ogromną władzę – ale nie każdy ją wykorzystuje etycznie”. Brak regulacji sprawia, że każdy może założyć szkołę jogi – bez wiedzy o anatomii czy etyce. Gdy duchowość łączy się z seksualnością, granice mogą się zacierać.
Tantra nie musi być seksualna – wyjaśnia Tyldesley – klasyczna tantra to 1500-letnia tradycja z Indii. W odróżnieniu od monastycznej jogi, tantra włącza życie codzienne – opiekę nad dziećmi, gotowanie, a nawet seksualność – w duchową ścieżkę. Jednak „neotantra” na Zachodzie skupiła się na seksualności, energii i obecności w akcie.
W Tara Jogę przedstawiano Mirandzie jako sposób na „czysty eros” i połączenie się z energią bez wstydu. Krytykowanie siebie lub innych było źle widziane. „Tylko dobre wibracje” – wspomina. „To wyjęte z filozofii jogi, ale wypaczone. W mediach społecznościowych to norma – memy, rolki o pozytywności graniczącej z toksycznością. Tara wyniosła to na ekstremalny poziom.” Skutkiem było ignorowanie własnych granic i zaufania do siebie. Ale wizja szczęścia i oświecenia była kusząca.
„W końcu powiedzieli mi, że spotkam Bivolaru. Przełom duchowy”
Jesienią 2019, Miranda poznała nauczycieli z „świątyni masażu tantrycznego” przy londyńskim studiu Tara. Zachęcali ją do przyłączenia się – jako część „drogi duchowej”. Masaże topless uznawano za uzdrawiające, a ona zarabiała poniżej minimalnej krajowej. Spędziła tam trzy miesiące.
Potem wyjechała na kolejny wyjazd – tym razem do Węgier – na ArtExtasię. Tam zatraciła kontakt z rodziną i znajomymi. Aż w końcu – usłyszała, że może dostąpić „inicjacji” i spotkać Bivolaru. Przeczuwała, że będzie to seksualne doświadczenie. Ale powiedziano jej, że to duchowy przełom.
„Kazano mi oddać telefon, kartę, paszport. Poczułam zagrożenie”
W 2019 zawieziono ją do Paryża. W mieszkaniu – brudnym, ciemnym – była z innymi kobietami, bez kontaktu ze światem. Po dwóch tygodniach – z zawiązanymi oczami – przewieziono ją do innego lokalu. Bivolaru wyszedł w szlafroku. Przez trzy dni przebywały w ciemnym pokoju – spały na materacu, ćwiczyły, oglądały filmy. Bivolaru krzyczał. „Czułam się zagrożona.”
„Inicjacja” polegała na długim stosunku seksualnym z Bivolaru w siedmiu pozycjach – odpowiadających czakrom. Miranda nie czuła do niego pociągu, ale starała się „nie być powierzchowna”. Powtarzała mantry, odcinała się od ciała. „Muszę to przetrwać – myślałam. Działał mechanizm dysocjacji.”
Po tym wszystkim przewieziono ją do Pragi, gdzie miała pracować na kamerkach erotycznych. Mówiono jej, że to przejaw Shakti, a zarazem sposób spłacenia długu za podróże i pobyt – typowa metoda handlarzy ludźmi. Po sześciu miesiącach mogła wyjechać. Wróciła do Londynu w lutym 2020.
„Obiecana duchowość stała się formą przemocy”
Dziś Miranda widzi Tara Yoga i MISA jako nie tylko część „kultu dobrostanu”, ale wręcz sektę. Dopiero dystans i rozmowy z ludźmi spoza tego środowiska pozwoliły jej to dostrzec. Szukała materiałów o sektach, zaczęła rozpoznawać mechanizmy indoktrynacji: zawstydzanie, izolację, chwalenie za przekraczanie granic. „Najłatwiej zmanipulować kogoś, jeśli wmówisz mu, że sam tego chce dla wyższego dobra.”
„Dziś wiem, że ta szkoła nie powinna istnieć”
Laura Hancock, współzałożycielka brytyjskiego związku nauczycieli jogi, słyszała wiele historii takich jak ta Mirandy. Sama kiedyś wynajmowała salę w Tara Yoga i pamięta zdjęcie Bivolaru na ścianie. Początkowo zaangażowała się w związek zawodowy, by walczyć o prawa nauczycieli – szybko zorientowała się, że zgłoszenia dotyczą przemocy, wykorzystywania, molestowania. Ale brak regulacji jogi w Wielkiej Brytanii sprawiał, że trudno było cokolwiek z tym zrobić.
W listopadzie 2023 roku francuska policja przeszukała paryski apartament Bivolaru. Aresztowano go pod zarzutem porwania, handlu ludźmi, gwałtu i „wykorzystywania słabości”. Zatrzymano też 41 innych osób, a 58 kobiet znaleziono stłoczonych bez prywatności.
Miranda złożyła zeznania i pozwała Tara Yoga w Wielkiej Brytanii cywilnie za napaść, handel ludźmi i wyrządzenie krzywdy psychicznej. Tara Yoga zaprzecza i zapowiada „zdecydowaną obronę”, potępiając wszelkie formy przemocy.
„Najbardziej uzdrawiająca jest dziś dla mnie wizja sprawiedliwości”
Miranda nie wróciła do jogi od 2020 roku. „Przez długi czas nawet joga w domu mnie uruchamiała. To właśnie najbardziej boli – tę więź przejęli.” Dla niej duchowość została wypaczona. Obietnica uzdrowienia stała się narzędziem kontroli.
„To, co dziś daje mi więcej ukojenia, to myśl, że może w końcu sprawiedliwość zostanie wymierzona.”
Tłumaczenie artykułu: Hayley Phelan, The disturbing case of a Tantric yoga guru and his followers, „The Guardian”, 9 marca 2025.
Dodaj komentarz