W 1997 roku, w ośrodku Isha Foundation w indyjskim Coimbatore, zmarła Vijaykumari, żona indyjskiego guru Jaggi Vasudeva znanego jako Sadhguru. Oficjalna narracja mówi o tzw. mahasamādhi, czyli świadomym opuszczeniu ciała przez zaawansowaną duchowo osobę. Jednak wiele faktów towarzyszących tej śmierci budzi poważne wątpliwości – zarówno natury prawnej, jak i etycznej. Według słów samego Sadhguru, jego żona opuściła ciało w akcie duchowej doskonałości, co zostało zinterpretowane jako osiągnięcie najwyższego stanu duchowego. Ciało Vijaykumari zostało skremowane nad ranem następnego dnia, jeszcze zanim na miejsce dotarła jej najbliższa rodzina.
[W Indiach, zgodnie z procedurą, w przypadku nagłej śmierci osoby dorosłej w wieku produkcyjnym bez uprzedniej diagnozy choroby terminalnej, powinna być przeprowadzona autopsja. Zlekceważenie tego obowiązku przez otoczenie Sadhguru budzi zasadnicze pytania o intencje.]
Ojciec zmarłej, który o śmierci córki został poinformowany z opóźnieniem, złożył oficjalne zawiadomienie na policję, zgłaszając sprzeciw wobec pośpiesznej kremacji oraz podejrzenie, że mogło dojść do zabójstwa. Wskazywał, że Vijayakumari pisała wcześniej o zdradach i nadużyciach ze strony męża, że doświadczyła epizodu psychicznego po zażyciu podanych jej środków farmakologicznych, oraz że rodzinie celowo uniemożliwiono zarówno pożegnanie córki, jak i dostęp do niezależnej opinii lekarskiej, a szybka kremacja miała służyć zatarciu ewentualnych śladów.
Według policyjnego raportu FIR(formalne zgłoszenie przestępstwa, inicjujące postępowanie karne w Indiach), zgłoszenie złożył T.S. Ganganna – ojciec Vijaykumari – dopiero wiele miesięcy po śmierci, co samo w sobie jest niepokojące, ale może być efektem szoku i poczucia bezsilności. Ganganna zeznał, że nie otrzymał żadnej oficjalnej informacji o śmierci córki aż do wieczoru 23 stycznia 1997 roku, kiedy to zadzwonił do niego uczeń Sadhguru. Powiadomiono go wtedy, że kremacja odbędzie się następnego dnia rano. Gdy dotarł do ośrodka, ciało było już skremowane, bez sekcji, bez dokumentów, bez zgody rodziny.
W raporcie ojciec opisuje także wcześniejsze epizody, w których jego córka miała zostać siłą przywieziona do jego domu w stanie nieprzytomnym, po podaniu środków nasennych. Twierdził, że Vijaykumari skarżyła się na przemoc emocjonalną oraz niemoralne relacje męża z innymi kobietami. Wnioski były jednoznaczne: mógł to być morderczy plan, ukryty za fasadą duchowości. Policja zakwalifikowała sprawę jako możliwe przestępstwo z artykułów 302 (morderstwo) oraz 201(zacieranie śladów), ale, wobec braku ciała i dowodów, śledztwo zakończono bez rozstrzygnięcia.
Relacje świadków cytowane w śledztwach dziennikarskich dostarczają dodatkowych wątpliwości. Według jednego z nich, 23 stycznia 1997 roku Vijaykumari miała powiedzieć grupie uczniów, że tego dnia opuści ciało. W pokoju znajdowało się 14 osób, w tym Sadhguru i lekarz, który stwierdził zgon. Mimo że przyczynę śmierci określono jako atak serca, nie przeprowadzono sekcji zwłok. Lekarz przyznał, że zawał mógł być skutkiem stresu, choroby serca, urazu lub… ukąszenia węża, ale mimo to od razu wykluczył morderstwo, samobójstwo i zatrucie. Trudno jednak zrozumieć, w jaki sposób można było wykluczyć zatrucie, a jednocześnie brać pod uwagę ukąszenie jadowitego węża, tym bardziej, że kremacja uniemożliwiła jakiekolwiek badania toksykologiczne tkanek. Próbki popiołu i kości nie wykazały obecności metali ciężkich, ale należy podkreślić, że większość trucizn organicznych, takich jak leki lub środki nasenne nie przetrwają procesu spopielenia.
Mahasamadhi, w rozumieniu hinduistycznym, to stan duchowego wyzwolenia, czyli świadome i dobrowolne opuszczenie ciała przez oświeconego. To pojęcie głęboko zakorzenione w religijnych tradycjach Indii, jednak całkowicie pozbawione potwierdzenia w nauce medycznej. W tym świetle pojawia się pytanie: czy narracja o mahasamādhi nie została użyta jako duchowe uzasadnienie dla zdarzenia, które – zgodnie z zasadami świeckiego porządku prawnego i zdrowego rozsądku – powinno być poddane rzetelnemu śledztwu?
Wątpliwości pozostają żywe do dziś. Kremacja odbyła się mimo protestów ojca i zanim przybyła rodzina. Nie wykonano sekcji zwłok. Dokumentacja medyczna jest niepełna. Wersja duchowa została przedstawiona jako niepodważalna prawda, bez przestrzeni na pytania czy krytyczną analizę. Otoczenie Sadhguru funkcjonuje jak zamknięty krąg oddania, silnie zorientowany na lidera, z niemal całkowitym brakiem wewnętrznej refleksji lub jawnej dyskusji.
Czy Sadhguru zabił swoją żonę? Nie wiemy.
Ale zrobił wszystko, żebyśmy nigdy się nie dowiedzieli. I to powinno niepokoić najbardziej. Gdyby w miejsce Sadhguru wstawić nazwisko znanego polityka, lekarza, celebryty czy jakiegokolwiek świeckiego lidera, szybka kremacja bez zgody rodziny, brak dokumentów i duchowe uzasadnienie śmierci zostałyby uznane za poważne naruszenie procedur. Dlaczego więc przywódca duchowy ma być traktowany inaczej?
WAŻNY KONTEKST POLITYCZNY
Warto dodać, że Sadhguru utrzymuje bliskie relacje z premierem Indii Narendrą Modim, kontrowersyjnym politykiem oskarżanym o przyzwolenie na pogromy muzułmanów w Gudżaracie, tłumienie wolnych mediów, łamanie praw człowieka i dewastację środowiska. To właśnie Modi ustanowił Międzynarodowy Dzień Jogi, który obchodzimy 21 czerwca. Święto to stało się narzędziem soft power i politycznej propagandy Indii na świecie. Nie pozwólmy, by joga stała się narzędziem autorytarnego reżimu. Naszym obowiązkiem jest mówić o tym głośno!
A w jaką wersję śmierci żony Sadhguru wierzysz Ty? Mahasamadhi? Samobójstwo? Czy może jednak morderstwo?
Dodaj komentarz