GDZIE KOŃCZY SIĘ DYSCYPLINA A ZACZYNA KONTROLA?
W styczniu tego roku influencerka Roma Abdesselam wzięła udział w zajęciach hot jogi w nowojorskim studio Bode NYC. Była to sesja w stylu Bikram – 90 minut ćwiczeń w temperaturze 40°C, prowadzona według sztywnej sekwencji 26 pozycji. Metoda ta stworzona przez Bikrama Choudhury’ego, który zbiegł ze Stanów po oskarżeniach o napaści seksualne przewiduje, że uczestnicy powinni powstrzymać się od picia wody przez pierwsze 30 minuty trwania zajęć. Zazwyczaj do momentu wykonania pozycji orła(Garudasana).
Po około 20 minutach Roma, odczuwając pragnienie, postanowiła sięgnąć po butelkę i napić się wody. Wtedy instruktorka prowadząca zajęcia – Irena – zwróciła jej uwagę, przypominając zasadę niepicia przed odpowiednim momentem. Abdesselam była tym zaskoczona, bo – jak twierdzi – nikt na początku sesji jej o tym nie poinformował. Poczuła się zawstydzona i skrępowana. Wyszła z sali razem z narzeczonym, a chwilę później nagrała wideo, które opublikowała na TikToku.
W nagraniu zarzuciła instruktorce, że ta naskoczyła na nią, mówiąc: „To nie czas na picie wody. Powiem ci, kiedy możesz się napić. Pijesz wodę wtedy, kiedy ja ci na to pozwolę.” Film szybko zdobył ogromną popularność, co wywołało falę komentarzy. Część użytkowników podzieliła się podobnymi doświadczeniami z tego studia. Inni uważali, że Roma przesadziła. Jeszcze inni podkreślali, że zakaz picia wody podczas jakiejkolwiek aktywności fizycznej jest ich zdaniem niedopuszczalny.
Irena, która ma ponad 13 lat doświadczenia w stylu Bikram i odbyła kurs nauczycielski w Bode NYC, twierdzi, że przed zajęciami jasno zakomunikowała zasady i że jej uwaga była formą prośby, a nie rozkazu. Właścicielka studia, Jen Lobo Plamondon, w oficjalnym oświadczeniu zaznaczyła, że polityka studia nie zakłada kontrolowania, kiedy i ile wody uczestnicy mogą pić. W odpowiedzi na sytuację zwołała również spotkanie ze wszystkimi instruktorami i przypomniała im, by unikali nadmiernego kontrolowania praktykujących.
Kilka dni później studio zerwało współpracę z Ireną. Choć właścicielka podkreśliła, że pojedynczy negatywny komentarz nie jest powodem do zwolnienia, zaznaczyła, że gdy pojawia się więcej podobnych głosów, studio musi zareagować. Tymczasem Irena, choć już nie prowadzi zajęć, wciąż chodzi na praktyki jako uczennica. Mówi, że nie żywi urazy, a joga pozostaje jej lekarstwem. Uważa jednak, że wielu młodym ludziom trudno dziś zaakceptować jakiekolwiek zasady.
Tiktokerka Roma przyznała, że nie chciała doprowadzić do zwolnienia instruktorki. W jej oczach problemem nie była sama zasada, ale to że została wyegzekwowana w sposób, który poczuła jako upokarzający i przemocowy. „To, że coś zawsze było robione w określony sposób, nie znaczy, że powinno tak pozostać” – dodała.
Ta historia to coś więcej niż viralowy konflikt o łyk wody. To symboliczny moment, w którym starcie pomiędzy starą szkołą a nową wrażliwością rozegrało się na oczach milionów. Dotyka pytania: czy joga ma być drogą do wewnętrznej siły poprzez surową dyscyplinę, czy też przestrzenią, w której słuchamy ciała i budujemy relację z nim w duchu troski?
Czy wam również zdarzyło się spotkać z podobnymi sytuacjami podczas zajęć?
Dodaj komentarz